czwartek, 14 sierpnia 2014

Chapter 1

Szkoła, dom, szkoła, dom.

Kolejny monotonny dzień,  niczym  nie różniący się od poprzednich. Zegarek w moim pokoju wskazuje godzinę 7.32 więc pora wstawać do szkoły. Poranna toaleta nigdy mi nie zajmuje dużo czasu bo nie przywiązuje wagi do mojego wyglądu a poza tym szkoda mi czasu na wybieranie spódniczek czy wybieraniu odcieniu cieniów do powiek, więc podkreśliłam maskarą moje naturalnie długie rzęsy, umyłam zęby i poszłam się ubrać. Jak zawsze założyłam czarne spodnie z dziurą na kolanie a na górę koszulkę z logo zespołu AC DC. Zjadłam na śniadanie płatki z mlekiem i ruszyłam do szkoły.

 Idąc szkolnym korytarzem, coś a raczej ktoś zwrócił moją uwagę. Jakiś wysoki, blond włosy chłopak wrzucał karteczkę do mojej szafki i oby to nie był jakiś liścik miłosny. Szybko doszłam do celu, odnalazłam kluczyk i otworzyłam ją a niebieska karteczka od razu wypadła, ale nie zdążyłam jej przeczytać bo zadzwonił dzwonek na lekcje. Spakowałam potrzebne książki do plecaka i wrzuciłam tam karteczkę a następnie pognałam w stronę klasy matematycznej. Na szczęście zdążyłam przed nauczycielem i zajęłam moje ulubione miejsce w ostatniej ławce. W Reszcie nauczycielka a za razem nasza wychowawczyni weszła do Sali, ale nie była sama. Stał za nią ten sam chłopak, który wrzucał mi kartkę do szafki… Właśnie muszę ją w końcu przeczytać! Wygrzebałam ją spomiędzy książek, lecz znowu nie dane było mi przeczytać jej zawartość, gdyż ktoś zajął miejsce koło mnie. Tak jak się spodziewałam sąsiednie miejsce zajął blondas.
-Dzień dobry klaso, od dziś w klasie mamy nowego ucznia, nazywa się Lucas, Lucas Hemmings- oznajmiła, a Luke wstał z miejsca i słodko się uśmiechnął. Co ja gadam? Ten uśmiech był obrzydliwy.
-Proszę mówcie do mnie Luke- powiedział i usiadł a matematyczka zaczęła prowadzić lekcje, na której i tak nikt nie uważał.
-Ty jesteś Chloe Nelson prawda?- usłyszałam pytanie skierowane od Hemmingsa
-Brawo panie spostrzegawczy.
-Widzę, że jesteś bardzo miła…
-A ty bardzo flustrujący, więc się w końcu zamknij- przerwałam mu w połowie zdania, ale serio nie chciałam  go słuchać.
-Bo co mi zrobisz? A może uciszysz mnie pocałunkiem?
-Marzy ci się Lukas!
-Luke!- poprawił mnie.
-Chloe, chcesz się umówić z panem Lukiem to proszę zróbcie to po szkole a teraz skup się na matematyce- wtrąciła się do naszej rozmowy przecudowna nauczycielka. Ughh jak ona mnie denerwuje, teraz wszyscy patrzą w naszą stronę.
-Oczywiście pani Edwards, przynajmniej kogoś znalazłam a nie tak jak pani degustuje w kotach- odpyskowałam z wielkim uśmiechem na twarzy, a całą klasa zaczęła się w głos śmiać.
-Dość tego! Nelson do dyrektora, już!
-Wszystko lepsze niż siedzenie tutaj- szybko się spakowałam i wyszłam z klasy trzaskając drzwiami.

Po raz kolejny dzisiaj szłam tym szarym korytarzem i przypomniała mi się sytuacja z przerwy. Dostałam karteczkę, a teraz jest właściwy moment, żeby ją przeczytać. Wyciągnęłam ją i to co zobaczyłam oszołomiło mnie. Na karteczce było napisane „Wiem kto zabił twoich rodziców skarbie. Zielonowłosy wielbiciel”.

Zielonowłosy wielbicie?! przecież nie znam nikogo takiego...Wyścigi... Był tam... patrzył na mnie... Ale czemu sam mi tego nie powiedział tylko wysłał Luke'a? Trzeba go o to zapytać, ale najpierw muszę iść do tego dyrektora.

Pana Hillton wcale nie zaskoczyły moje "odwiedziny", gdyż dość często tu bywam. Jak zwykle usłyszałam kazanie, upomnienie i mogłam wyjść. Usłyszałam dzwonek i zobaczyłam jak Hemmings wychodzi z klasy, podeszłam do niego chwyciłam go za rękę i pociągnęłam go w stronę pokoju na szczotki i zamknęłam nas tam.
-A teraz słuchaj mnie uważnie...
-Co będziemy się całować?- zapytał i śmiesznie poruszał brwiami.
-Możesz się wreszcie zamknąć?!
-Jeśli tylko mnie uciszysz...
-Skoro chcesz.- udałam że chcę go pocałować ale w ostatnim momencie włożyłam mu jakąś ścierkę do buzi.
-Kim jest Zielonowłosy wielbiciel? Skąd on wie, że moi rodzice zostali zamordowani?
-Po pierwsze fuuuj, po drugie, Zielonowłosy to tak jakby mój szef, po trzecie każdy w okolicy wie co się stało z twoimi starymi.
-Powiedział, że wie kto to zrobił! Masz mnie do niego zaprowadzić! Rozumiesz ?!
-To będzie trudniejsze niż myślisz...-oznajmił i tak po prostu wyszedł. Stwierdziłam , że sterczenie w schowku na miotły nie przyniesie mi żadnych korzyści, więc poszłam w ślady Hemmo, lecz on nie szedł na kolejne lekce, tylko wyszedł ze szkoły... Postanowiłam go śledzić.

Jechałam za nim już chyba 20 minut. Minęliśmy znak informujący, że juz nie jesteśmy w Sydney. Po kolejnych 15 minutach drogi czarny samochód Hemmingsa się zatrzymał przy jakimś starym domu, a ja sama zaparkowałam gdzieś w chaszczach .Luke wszedł do ogrodu gdzie było dwój kolesi, na oko w jego wieku.
-Clifford- zawołał. Z drzwi balkonowych wyłoniła się postać z zieloną czupryną.
-Zadanie wykonane?
-Jakże by inaczej?- Lukey się szeroko uśmiechnął. postanowiłam wrócić do domu. Lecz gdu się chciałam obrócić, ktoś chwycił moje ręce i zatkał mi dłonią usta. Mam kłopoty.

5 komentarzy:

  1. Twój ff jest poprostu jednym z lepszych jakie czytałam a uwierz było ich bardzo dużo xD ale podoba mi się główna bohaterka bo nie jest typową lalką. To chyba tyle z mojej strony xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooooo akcja się rozkręca :). Czekam na nn z niecierpliwością. Wpadnij do mnie : http://www.thirteen-objectives.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne, ciakawie się zaczyna poczytam dalej ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Małe błedy w pisowni ale kto ich nie popełnia? Po za tym serio świetne N. Napewno przeczytam Pozdro N 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem dyslektykiem i dość często robię błędy nie wiedząc o tym ;c

      Usuń